Od około dwóch miesięcy w naszym boxie, oprócz programowania „normalnych” dodatkowych treningów ukierunkowanych pod nasze starty w zawodach, realizujemy program „CrossFit Endurance”. Zbiega się on czasowo akurat z Pierwszym Letnim Ultramaratonem na Raty „LUMNaR”, w którym kilkunastoosobową ekipą bierzemy udział.

Ale zaraz, przypakowani crossfitterzy na biegowej trasie?

Jak najbardziej 🙂 Stanęliśmy do biegu, mierząc się z biegaczami, którzy robią o wiele większy kilometraż na swoich treningach (dla nas bieganie to tylko jeden z elementów treningu) i wypadliśmy na ich tle zupełnie nieźle. Wyniki poniżej 50 minut się sypnęły, ja dobiegłam do mety z wynikiem 53 minuty 12 sekund, poprawiając o ponad 5 minut czas z biegu z października oraz o półtorej minuty z kwietniowej Nocnej Dychy w Brzegu. Ten etap skończyłam na 7. miejscu w kategorii kobiet Open (na 38 zawodniczek).

Organizacja biegu zasługuje na pochwały – bez opóźnień, była woda na trasie, a na mecie czekały pyszne ciastki, były też inne przekąski. Część biegaczy wyruszyła w trasę razem ze swoimi oraz schroniskowymi pieskami – ten sympatyczny dogtrekkingowy element biegu był o tyle ważny, że dochód z całej imprezy idzie na pomoc bezdomnym zwierzętom z naszego oławskiego przytuliska 🙂 A wiadomo, że przeważająca większość crossfitterów to zwierzoluby, więc tym chętniej bierzemy udział 🙂

Biegło się świetnie. Trasa wymarzona – czyli nasza leśna biegowa trasa, znana jako „Zaodrzańska Agrafka”. Pogoda też była miłosierna, bo cały czas wisiały nad nami chmury, dzięki temu, choć było duszno, temperatura była do zniesienia. Zresztą po chwili z każdego z nas leciały strugi potu, więc tej duchoty jakoś strasznie się nie czuło. Jedynym minusem, jaki dopadł mnie w okolicach 7. kilometra, był dokuczający ból rozcięgna podeszwowego, z którym się zmagam od kilku dni. Plastry kinezyjne oraz ibuprom zrobiły swoje i ból nie był masakryczny, ale uciążliwy na tyle, że pod koniec musiałam nieco zwolnić. Na ostatnim kilometrze jednak znów przyspieszyłam, ale to już była prawie meta 🙂

Tak więc pierwszy etap za nami, zostały jeszcze cztery 🙂 Następny etap 1 lipca – bardzo chcę poprawić wynik, a docelowo, na ostatnim etapie zejść poniżej 50 minut. Jest to jak najbardziej realne, biorąc pod uwagę, ile przepracowuję na treningach.

Takie bieganie jest całkiem fajne. Jest element rywalizacji, miejsce w tabeli, pełna mierzalność. Ale jednocześnie jest większy psychiczny luz niż na zawodach crossfitowych. Taki soft-competition, aby zaspokoić na bieżąco, częściej niż się jeździ na zawody, potrzebę walki z samym sobą, z własną głową, kiedy mózg podpowiada, że naprawdę szybciej się już nie da biec, a nogi i płuca koniecznie muszą odpocząć 🙂

A i 10 km to trasa jak dla mnie optymalna – jest dość wymagająca, zmęczy porządnie, ale człowiek nie nabija nie wiadomo jakiej liczby kilometrów. A jeśli okazuje się za lekko – zawsze można przyspieszyć.

A oto nasza ekipa CrossCamp Oława Endurance Banda:

34963681_1996239277054223_7258442211379904512_n

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website